U nas dalej publiczne przyznawanie się do braku ciekawości dla piłki nie tylko uchodzi płazem, ale uchodzi za przejaw intelektualnej wyższości, u nas premier grający w piłkę uchodzi za lekkoducha i musi się – rzecz na skalę planetarną niepojęta! – z swym upodobaniem skrywać, ani grać, ani nawet na mecze chodzić nie śmie! U nas – przykład  specjalnie krwawy – reżyser teatralny publicznie, na poważnym forum potrafi się domagać, by pieniądze przeznaczone na budowę Stadionu Narodowego dać na teatry!, i nie tylko nikt mu wpierdolu nie spuści, ale oklaski ów duch wysoki (chyba karli) zbiera! (…)

Jak można zajmować się teatrem czy w ogóle sztuką, nie rozumiejąc elementarnych – choćby ekonomicznych – mechanizmów świata? Nie tylko się zajmować, ale i do pierwszych szeregów przebijać. Artysta człek wybrany, nie musi nic wiedzieć, mowa jest święta. Artysta artystą, miernota miernotą – przykład ten dobitnie pokazuje, jak analfabetyzm piłkarski do ogólnego znikczemnienia wiedzie.

Tak jest. Dopóki częściowo piłką interesować się będziemy – będzie, jak jest. Analfabeci przy mikrofonach, lekcje patriotyzmu na cmentarzach, potrzeba bycia razem po katastrofach.





[w:] Jerzy Pilch, Dziennik, Wielka Litera, Warszawa 2012.