Artykuły w kategorii ‘Proza’
Jacek Świłło: Erupcja (3)
Ulica Leśna w Łopianach zamyka miejscowość od strony drogi na Jelenią Górę. Liczy wszystkiego pięć domów. Numer trzeci, biały dom Adamowicza, znalazłem bez trudu. Piętrowy, poniemiecki, z małym wejściem, spadzistym dachem i oknem na poddaszu, stał oddalony dobrych kilkadziesiąt kroków od przylegającego do drogi ogrodzenia. Wszedłem przez starą żelazną furtkę i przeciąłem podwórko zawalone stosami [...]
Jacek Świłło: Erupcja (2)
Policzyłem wszystkie taryfy w naszym miasteczku. No bo kiedy piszę: „większość taryf w naszym miasteczku”, to dobrze byłoby, żeby czytelnik wiedział, o jakich ilościach jest mowa. Żeby orientował się, jakiej wielkości miasteczko jest i jak rozwinięta jest komunikacja indywidualna, ruch samochodowy i tak dalej. Oczywiście, mógłbym podać nazwę mojego miasteczka, ale nie ma głupich. W [...]
Jacek Świłło: Erupcja (1)
Mój tato zawsze mawiał, że frycowe trzeba płacić. Nie ma od tego wyjątków ani odwołania. Dlatego też nie lubił zabierać się do nowych rzeczy. Dlatego też przez trzydzieści dwa lata jeździł na taryfie w naszym miasteczku. Polonezem. No dobra, polonezem jeździł siedemnaście lat, wcześniej miał dużego fiata i ładę. W każdym razie powtarzał mi: synu, [...]
Łukasz Dynowski: I ap, ap
Pada i pada
Adam Kaczanowski: Calineczka. Tunel (6)
Mysz wyszła. Calineczka sprzątnęła talerze i szklanki, wzięła się do zmywania. Rozcięcie wewnątrz dłoni, w kontakcie z płynem do naczyń szczypało, ale nie jakoś mocno. W ogóle, to nie była żadna wielka rana. Calineczka wytarła na mokro blat. Nagle, bez żadnego powodu, przypomniało jej się, jak Mysz pokazywała jej pośladek, i prychnęła śmiechem, bo to [...]
Adam Kaczanowski: Calineczka. Tunel (5)
Jeśli chodzi o jedzenie, Mysz była nie do pobicia. Calineczka z trudem wmieściła w siebie trzy naleśniki, jej sąsiadka zatrzymała się dopiero na szóstym. W drinkach na razie był remis.
Adam Kaczanowski: Calineczka. Tunel (4)
Nazajutrz Kret znów wyszedł do pracy, zanim Calineczka wstała. Na stole w kuchni znalazła liścik: PROSZĘ CIĘ, TYLKO NIE WSKAKUJ BEZE MNIE DO WANNY! Uświadomiła sobie, że nigdy wcześniej nie widziała niczego napisanego jego ręką, nie znała charakteru pisma Kreta. Robił dziwne ogonki, „y” i „j” kończył fantazyjnym, nerwowym zawijasem. Pokręcone zupełnie, jak te jego tunele, pomyślała. [...]
Adam Kaczanowski: Calineczka. Tunel (3)
Została sama. Wszystko było posprzątane. Mysz wróciła do siebie a Kret wciąż nie kończył pracy w tunelu. W telewizji leciał program o okrutnych zwierzętach, szympansy organizowały polowania na jakieś mniejsze, bezbronne małpki, otaczały je, zabijały i pożerały – nie dało się tego oglądać. Calineczka pomyślała, że napisze coś w pamiętniku, ale w głowie tak mocno utkiwła jej ta [...]
Adam Kaczanowski: Calineczka. Tunel (2)
Marzenia Marzeny
Adam Kaczanowski: Calineczka. Tunel (1)
Zdarzało się, choć trzeba uczciwie przyznać, iż były to przypadki raczej odosobnione, że podczas jakiejś z pozoru nieistotnej wymiany opinii, oczy Pana Kreta nagle nabierały blasku. Tak było i teraz. Kretowi, prawdopodobnie za sprawą alkoholu, bo sączył już trzeciego poobiedniego drinka, zebrało się na wspominenia poprzedniej Wigilii. Możliwe, że była to jeszcze poprzednia Wigilia, tak czy [...]
Łukasz Dynowski: Nie w
Był więc świat, były światy, były światy im bliskie, były ich światy i był świat jego, niewąsatego, a w nim był klucz. Em był on właśnie. Bo „nie” swoim wbudowanym przecież, nie mógł być tym, kim być chciał, a być chciał cierpliwy. „Nie” tym jednak nieszczęsnym (nie-szczęsnym!) na „nie” się skazywał, cierpliwość, a skazując się, [...]
[intro:6] Tomasz Ososiński: Ptaki i dzwony
Ptaki i dzwony
Michał Krawiel: Steel
Zapalmy za mojego ojca, mówi tak. Wyciąga paczkę caro. On palił takie, tak mówi i mi podaje paczkę. Czerwone. Podpala niebieską zapalniczką. Palimy. Kuchnia poszarzała od dymu. Boazeria za mgłą. Pokoje puste.
Krzysztof Stelmarczyk: Szabla wachmistrza
W maju 1947 roku przez moje miasto przeszedł pochód ku czci najświętszej Maryi Dziewicy, Matki Boskiej, Królowej Polski, etc.
Michał Słotwiński: Legenda o Ondynie Odrzance
Ondynę z dna Odry, moczymordę boginkę, gdy leżała w słońcu na brzegu Vorderbleiche, dwu Niemców spostrzegło: jeden wysoki (a było mu Udo), drugi zaś niski (na imię miał Hans). Uczęszczali razem na studia germańskie i przyjaźnili się przy tym prawdziwą studencką przyjaźnią, niespotykaną ni nigdy wcześniej, ni później wśród Niemców. Co jeden oblał, i drugi [...]
Agnieszka Kłos: Madonna
Siedziałyśmy z Jolą przy stole, kiedy weszła Madonna z jakimś swoim nowym menadżerem. Przyszli zobaczyć teledyski i piosenki na nową płytę, które miała im zrobić Jola. Tylko że Jola wcale ich nie miała. Była zajęta jakąś robotą na boku i w końcu się nie wyrobiła. Tamci chcieli zaoszczędzić, dowiedzieli się od kogoś, że w Polsce [...]
Agnieszka Kłos: Żółty pies
Zbliżały się święta bożego narodzenia, a jak się zbliżały to ludzie zaczynali szybciej chodzić po ulicach. Znałam jednego gościa, który szykował się specjalnie na tę okazję, kupował rajstopy w sklepie dla kobiet i chodził potem po centrum miasta z fiutem na wierzchu. Zakładał rajstopy, wiązał wysokie buty, ubierał czarną kurtkę i wychodził do miasta. Kiedy [...]
Agnieszka Kłos: Ślizgawiec
To musi być coś specjalnego? Spytałam Asi, kiedy stałyśmy pod windą. No nie wiem, powiedziała Asia, wszystko zależy, ile mamy forsy. Forsy miałyśmy akurat niewiele, ale to nie miało znaczenia, bo prezent urodzinowy można było połączyć z imieninowym i jeszcze się złożyć na niego w kilka osób. Posłuchaj, zaczęłam, bo wpadłam na genialny pomysł, ale [...]
Łukasz Dynowski: Taśma, przy, wobec
Te tu inne niż tam, banany. Wiem, bo. Tam byłem wczoraj, dzisiaj tu i te tu są inne, są. Albo tam są inne, wiadomo to, wiadomo? Inność ich włóczy się między tu a tam, i raz tu sobie ląduje, raz tam, dużo zależy od tego gdzie ja akurat. Dzisiaj ja tu, więc banany inne niż [...]
Tajemnice ulicy Pańskiej (fragment)
Początkowo wyjście do reprezentatywnej piwiarni świdnickiego browaru Brau-Commune przy Wilhelm Platz, Max uznał za szansę przełamania wzajemnej niechęci ze staroświeckim wujem. I tak było do momentu, gdy kończył drugie piwo. Wuj łapczywie zasysał trunek wielkimi haustami, w międzyczasie gaworząc, jak to miał w zwyczaju, o wyższości regionalnych świdnickich produktów nad chociażby wrocławskimi, które charakteryzowały się [...]
Mirka Szychowiak: Aniołku
To dziwne, kiedy ktoś nazywa cię naszym aniołkiem; leżysz na dwóch złączonych fotelach, bo jak cię w nocy przywieźli, to akurat nie było wolnych łóżek. Spałabyś i spała, ale się nie da. Szuszuszu – sznury miękkich kapci froterują korytarz, z przerwą na jeść i pić. Wyjść stąd nie można, ktoś ukradł wszystkie klamki. Wredne siostry [...]
Mirka Szychowiak: Wzgórze Olgi
Błogosławione królestwo śmieci. Dzielnice pudeł, osiedla tekturowych walizek, mroczne szafy, jak teatry ogłaszające plajtę. I szuflady, niby suknie, blisko ciała – rozpinane czule. Patrzę na nią i czekam, żeby sobie przypomniała, wskrzesiła już niewidzialne, a jeszcze wyczuwane; tylko tutaj, na wzgórzu niewyśnionych do końca snów. Zamknięta na poddaszu posiwiała Królowa, Olga bez Ziemi, bezzębna Panna [...]
Mirka Szychowiak: Spotkanie
To jeszcze jeden obrazek, który lubię odkurzać. Dzisiaj, gdy śnieg nad poziomy sypie i sypie, odśnieżam myśli dla tamtej remizy strażackiej, wypastowanej jak świąteczne buty dziadka Janka.
Zabawy z orkiestrą na takim zadupiu to było naprawdę coś – zapalały się nieliczne lampy na drodze, zamiatanej z czcią, jak na Boże Ciało. Dziewczyny przywracały urodę spracowanym [...]
Mirka Szychowiak: Postoje
A ty się skąd tu wzięła mileńka? Z zachodu? Ta usiądź i gadaj tu dziadkowi, co cię do naszych Doktorców przygnało. Chrabąszczów szukasz? I taki kawał drogi ty przyjechała za nimi? Chabrów, zajęcy też? Na co ci tego dziecinko szukać, toż to żadne skarby. Popytamsie Jaśka od Bojczuków, kłusownik najpierwszy u nas, może choć zająca [...]
Mirka Szychowiak: Moja Tola
– Nie wierzę, że mój Antoś nie żyje – powiedziała babcia.
Piotr Makowski: Janusz nie cykaj, cz. 2
„Ale gdy już spojrzał olbrzymiemu Grantowi w oczy, właściwie od dołu w nozdrza wielkie jak spodki filiżanek, to tak jak zawsze – bez emocji.”
Piotr Makowski: Janusz nie cykaj, cz 1.
„Przeciwnicy chętni do spotkania z Adamkiem pojawiają się gromadnie jak grzyby po tropikalnym deszczu, który nawiedził wczoraj metropolię nowojorską.”
Radosław Leniarski, „Gazeta Wyborcza”, nr 197, wydanie z dnia 24/08/2010, str. 23
Michał Krawiel: Bletki i baletki
Mesydżów ciąg
Rafał Kwiatkowski: Karpowicz odnaleziony i nie
Prezentujemy zwycięski tekst w konkursie na pracę – poetycką, prozatorską czy eseistyczną – poświęconą wybranemu – istniejącemu czy nie – wierszowi Tymoteusza Karpowicza. Konkurs związany był z niedawną publikacją książki Joanny Roszak “W cztery strony naraz. Portrety Karpowicza”. Laureatem został Rafał Kwiatkowski. Gratulujemy.



.
.
.
.
.
.
.