thisisnthappiness.com

thisisnthappiness.com

?Pośród Francuzów jest tylko dwóch prawdziwych pisarzy: Genet i ja?. Takie zdanie przytrafiło się Céline?owi. Trochę korci, żeby je sparafrazować, ale nie należy tego robić. Przede wszystkim dlatego, że jest to zdanie pełne błędów.

Bo czy pisarz funkcjonuje ?pośród? (lub ?wśród?) innych pisarzy? Różnie z tym bywa, jak mamy czasem okazję obserwować dość zabawne sytuacje (przede wszystkim przeróżne współczesne autopromocje autorów podskakujących ponad swoje książki i odautorskie umieszczanie ich w szeregach cudzych książek), ale w tym zdaniu mówi się o pisarzach ?prawdziwych?, a ci w kontekście innych pisarzy pojawiają się, jak mi się zdaje, na dwa zupełnie odmienne (?niewśródne?) sposoby, ?wobec? lub ?pomimo?. Tęskniłoby się za kimś, kto się pojawi u nas na trzeci sposób, ?ponad? (co właściwie sugeruje nasze wstępne zdanie), ale w tym momencie dziejów rodzimej prozy taką tęsknotę lepiej ululać i wysłać na księży. Przepraszam, na księżyc. Przepraszam, zesłać do książnic, w niebyt. Jaki byt? Ot, byt jak byt.

Ale już jesteśmy bliżej udanej parafrazy tego zdania, której jednak nie należy robić. ?Ponad Francuzami jest tylko dwóch prawdziwych pisarzy: Genet i ja?.

Czy można ?Francuzów? zamienić bezboleśnie na ?Polaków?? Nikt nam nie zabroni, poza własną uczciwością i dobrym smakiem. Bo wchodzimy w kategorię dość podejrzaną. Narodowość w ogóle jest przeceniana, na przykład dzielenie ludzi na Polaków i niepolaków w różnych dziedzinach życia, pociąga za sobą różnicowanie standardów i skal ocen. Po reżyserze Polaku w punkcie wyjścia będziemy się spodziewać mniej niż po Czechu. Tak samo jak po właścicielu winnicy czy hokeiście. Ale po polskim poecie, piłkarzu ręcznym lub samotnym żeglarzu więcej niż po czeskim. Po polskim gitarzyście jazzowym mniej niż po amerykańskim, a po amerykańskim góralskim skrzypku mniej niż po polskim. Albo po polskim konsumencie dużych ilości wysokoprocentowego alkoholu (wypił i wstał, i w dodatku idzie, i w dodatku wie, dokąd iść, i w dodatku gada do rzeczy, i w dodatku nie do siebie, tylko naprawdę rozmawia) więcej niż po Francuzie lub (ojojoj) Chińczyku. Co wcale nie oznacza, że nasze oczekiwania są uzasadnione, o czym mogliśmy się niejednokrotnie przekonać. Czy istnieje narodowość w literaturze? Owszem. Ale czy jest determinująca? Czy bohaterzy naszego zdania zajmują nas tu dlatego, że byli Francuzami? Czy Kafka jest pisarzem niemieckim? Czy Beckett jest twórcą francuskim? Albo odwrotnie, czy Conrad i Kosiński są pisarzami polskimi? To są, oczywiście, przypadki dość szczególne, ale czy kategoria narodowości jest aż tak istotna, żeby w naszym zdaniu zajmowała tak zasadniczą pozycję? Czytałem wiersze wietnamskiego imigranta w drugim pokoleniu, napisane po polsku, polszczyzną niedostępną większości Polaków, niedostępną nawet niektórym polskim poetom, puszącym się ?biogramami? i umieszczającymi swoje książki w szeregach cudzych książek. Nie ma co tego ciągnąć, sprawa jest już na tyle jasna, że chyba bez dalszych tłumaczeń możemy już zmodyfikować wyjściowe zdanie do ?Ponad polszczyzną jest tylko dwóch prawdziwych pisarzy: Genet i ja?. Zdanie w tym momencie całkowicie nieuprawnione (nie tylko dlatego, że sparafrazowana część zdania ośmiesza tę niesparafrazowaną), bo polszczyzna, mimo że jest bardzo dobrym językiem do tworzenia literatury, wielopłaszczyznowym, pełnym niuansów, łatwym do cieniowania, bardzo plastycznym, skorym do współpracy, jest jednocześnie językiem bardzo niedobrym do tworzenia literatury, prowincjonalnym, wsobnym, ?przykrywającym? swoich autorów zbyt grubą warstwą pozaliterackich niemożności. Zatem, może nasze zdanie powinno się zaczynać od ?Pod polszczyzną???

Nie rozstrzygajmy tego na razie. Przejdźmy dalej. Tu dopiero zaczynają się schody (?Prosto z ulicy schody wznoszą się ku śmierci? Jean Genet). ?Jest?. To być może najtrudniejsze słowo w tym zdaniu. To być może najtrudniejsze słowo w każdym języku. Pojawia się w tu przede wszystkim jako kategoria czasu. Czy literatura istnieje w czasie? Można ją w nim przechować, to pewne (choć nie bez uszczerbków i znamion rozkładu), ale jej istnienie dzieje się w innych wymiarach (niektóre nawet wiążemy z ?czasem?, ale są to szczególne rodzaje ?czasu?, inne niż ten, w którym my sami istniejemy, cokolwiek to znaczy). ?Jest? pojawia się także jako kategoria ontologiczna, ale istnienie literatury, mimo że pewne, jest jednak pozbawione ?bytu?, choć nie ?bycia?. W parafrazowanym zdaniu jednak mniej chodzi o samą literaturę, a bardziej o pisarzy, wytwórców tego ?bycia? bez ?bytu?, które tylko czasem (niezmiernie rzadko) robi z nich ?prawdziwych pisarzy?. I ci pisarze niewątpliwie ?są?, choćby tylko w tym zdaniu, choć obu już nie ma. Jak sobie z tym ?jest? poradzić? Aż się prosi o wspomożenie się Heideggerem, ale polszczyzna jest tak fantastycznym językiem, że w przeciwieństwie do heideggerowej (nieprowincjonalnej) niemczyzny pozwala na pominięcie tej przeszkody (prawdopodobnie nie do pokonania) i zdanie po wykarczowaniu ?jest? na tym zabiegu nie straci, a nawet zyska. Na precyzji (czyli braku pierwotnego błędu). I również, zdaje się, nieco na pięknie. Zdania z orzeczeniem domyślnym są super. Mają mocną przestrzeń. Umykają siekierom kategoryzacji czasu nieistniejącymi schodami w nieistniejącą śmierć. ?Ponad polszczyzną tylko dwóch??

Przejdźmy do ?tylko?. Kategoria oceniająca. Oceniająca miarę. Istnienie w jakimś języku (lub wydanie przez jakiś naród) dwóch ?prawdziwych pisarzy? jest powodem do zmartwień, że tak mało, czy powodem do radości, że aż tylu? Oczywiście, odpowiedź zależy od skali odniesień, jaką przyjmiemy, i trochę od tego, jak rozumiemy dalszą część tego zdania. W wyjściowym zdaniu mamy oczywistą mnogość ?aspirantów?, bo czas, którego to zdanie dotyczy, był dla literatury francuskiej nadzwyczaj fantastyczny. Céline wyniósł w nim Geneta i siebie z grona tak wielu twórców wybitnych, że w literaturze polskiej nie uzbieralibyśmy takiej gromady ?prawdziwych pisarzy? chyba w całych jej dziejach. I w tym zdaniu ?tylko? w znaczeniu ograniczającym jest kapitalne i wymowne, chociaż nieuprawnione, a nawet wkurzające. W naszym zdaniu byłoby niezrozumiałym nadużyciem. Może powinniśmy w miejscu ?tylko? wypróbować ?aż?? ?Pod polszczyzną aż dwóch??

Z tymi dwoma łatwo się załatwić. Pamiętają Państwo zdanie pułkownika Kuklinowskiego o dwóch jeno pułkownikach w Rzeczypospolitej. W naszym zdaniu ?dwóch? mogłoby zabrzmieć równie zabawnie (choć nie tak złowieszczo). Ale czym ich zastąpić? Może piękną formą ?dwoje?? Prawda, że to wiele zmienia? Robi się jakoś milej i mniej rywalizacyjnie. ?Ponad polszczyzną aż dwoje prawdziwych pisarzy?? Tylko co nam z tego dalej wyjdzie?

Bo przychodzi się potknąć o kolejną kwestię. Czym prawdziwy pisarz różni się od nieprawdziwego? Spróbujmy myśleć kryteriami Céline?a. Bez wątpienia nie chodziło mu w tym zdaniu o kwestie ekonomiczne. Prawdziwy pisarz może sobie żyć, z czego mu się podoba (lub udaje), niekoniecznie z prawdziwego pisania. Bez wątpienia nie chodziło mu o kwestie warsztatowe i organizujące sam proces pisania. Prawdziwy pisarz, jak widać na wskazanych przykładach, może sobie niemal w ogóle nie eksperymentować, opierając się właściwie na uwspółcześnionych zdobyczach i mykach prozy dziewiętnastowiecznej. Nie musi się podpierać ?wiedzą?, ?strukturą? i ?generatorami?. Chodzi raczej o emocje, autentyczność, pasję, a także sprawność i świeżą energię języka. Prawdziwy pisarz, jak sądzę, to w tym wypadku ktoś, kto napisał coś, co porusza i zachwyca, i napisał to w taki sposób, w jaki nikt dotąd czegoś takiego nie napisał (nie w sensie konstrukcji, tylko w sensie emocjonalnego przekazu, czyli adekwatności emocji, języka i ?autentyczności? przedstawionego świata).

Genet, choć ten jego napisany świat jest dość okropny, niewątpliwie czegoś takiego dokonał. Céline również i to jego ?i ja? jest całkowicie uzasadnione, choć także okropne. Nam jednak w tym parafrazowanym zdaniu nie wolno dodać ?i ja?, bo to głupie przechwałki i rozumiemy, że upokorzony z powodów pozaliterackich Céline reagował chwilami jak ranne, rozpalone adrenaliną zwierzę. Nam rąbanie siekierą nie jest do niczego potrzebne. Dlatego wyjściowe zdanie zamknijmy zdrowym ?Pod polszczyzną aż dwoje prawdziwych pisarzy: Smarzowski i ‚Gazeta Wyborcza’.?

Tak, tak, „Gazeta Wyborcza” w dodatku Co Jest Grane pokolorowała mu przy Drogówce cztery (z sześciu) gwiazdek. Czyż to nie literacka fikcja czystej wody? Emocjonalna, adekwatnie znacząca i pełna ?autentyczności??

Smarzowskiego spod polszczyzny (zdziwiłbym się, gdyby tak się nie stało) ukradną nam inne języki. Mam nadzieję, że to nie będzie francuszczyzna, że (parafrazując Cezarego Kucharskiego, menadżera Roberta Lewandowskiego) nie będzie jej na to stać.

Natomiast „Gazety Wyborczej” nikt nam, niestety, nie buchnie. Przepraszam, podkupi. Nadal tylko nam będzie tłumaczyła świat i jego satelity. Takie się ma gwiazdki, jaki ma się księżyc. Przepraszam, z jakich korzysta się książnic. To o korzystaniu i jego konsekwencjach jest ciekawe, ale to już na zupełnie inny felieton, podpisany przez kogoś innego, zapewne z wiadomej redakcji.



Jacek Bierut