ffffound.com

thiisnthappiness.com

A poza murami tych wesołych, a jakże smutnych domków wymieńmy parę wyspecjalizowanych grup z niższych rejonów społecznych, które stanowiły podaż erotyczną Wiecznego Miasta. Więc były to dorides, oferujące swoje wdzięki, stojąc nago w otwartych drzwiach. Były też lupae (wilczyce) wabiące klientelę wilczym wyciem z ciemności (nie zapominajmy, że bliźniaków założycieli miasta wykarmiła właśnie wilczyca). Były też aelicariae – ciastkareczki łączące zaspokajanie potrzeb erotycznych ze sprzedażą ciasteczek w kształcie narządów moczowo-rozrywkowych: żeńskich na chwałę Wenus i męskich czczących bożka Priapa. Jedną z dziwniejszych kategorii były bustuariae mieszkające na cmentarzach i łączące swój zawód z fachem pogrzebowej płaczki. Po ulicach Romy przechadzały się scorta erraticae, gotowe wyjść naprzeciw potrzebom przechodniów. Natomiast w tawernach można było spotkać bilitidae, które nazwę swą wzięły od taniego wina bilitum i pozwalały łączyć grzech pijaństwa z grzechem nieczystości. Słowem copae nazywano po prostu dorabiające sobie kelnerki. Gallinae (kury) natomiast to takie, które łączyły swą profesję z rabunkiem. To także nie ostatni przypadek koegzystencji prostytucji i przestępstwa. Forariae to były wieśniaczki, które wychodziły ze swoją ofertą na wiejskie drogi na obrzeżach Rzymu. Na samym dole tej zawodowej hierarchii znajdowały się diabolares, które brały tylko dwa obole, a jeszcze niżej quadrantariae. To już było samo dno, bo ich usługi były tak tanie, że w ogóle niewymierne w walucie. Jeżeli tak rozbudowana, złożona i zróżnicowana jest oferta dolnej części tej grupy zawodowej, to jakże skomplikowana musiała być jej część górna. Rzymianie znani byli wszak z wyrafinowania.

[w:] M. Karpiński, Najstarszy zawód świata. Historia prostytucji, Iskry, Warszawa 2010.