ffffound.com

ffffound.com

Uwaga: ten fragment jest poetycki

Jeszcze nie przekroczył jej progu. A ona czekała tam pusta, jakby wypełniona nocą, z dochodzącym z otchłani, jakby odgłosem pocałunków, szmerem źródełka, które biło skrycie, by zagubić się pośród piasków.

Tylko jeden promień, przybyły nie wiadomo skąd spływał ze sklepienia ku małemu świetlistemu krążkowi, gdzie można było odczytać dość szczególne hieroglify. Były to cyfry, a Józef je przeczytał:

6 2
?
2 9 7
2
2 3.6 4.1
1.2,3 5.2,4,5
6.6

Józef pojął to równie szybko jak gdyby mu powiedziano: ?podłoga w pieczarze”. W gruncie rzeczy znał zagadkę na pamięć, zważywszy, że patrzył na nią rankiem, mając pusty mózg człowieka cierpiącego na amnezję, dokąd bardzo chciały wskoczyć nowe rzeczy. I to miało znaczyć tyle, że wystarczy patrzeć, aby widzieć.

Wziął więc motykę o trzonku bukowym i oczywiście nic nie znalazł. Od buku narobił sobie tylko bąbli, gdyż jest to drewno czyniące zło i wziąwszy scyzoryk poszedł ściąć jesion. Wykonał mały trzonek, elegancki i mocny, w którym gracja przestrzenna łączyła się z solidnością w najlepszym gatunku. Przymocował go do żelaza motyki, a ono po kilku grymasach raczyło się trzymać, i zaczął kopać.

Od pierwszego uderzenia podłoga w pieczarze rozprysła się w drobny mak, a Józef wpadł głową naprzód w studnię zielonego cienia, w której nie było widać dna. Miał fart, bo w cieniu można oddychać: w wodzie mógłby się obąblować.

W owym mroku pływały dziwne, pierzaste stwory robiące ?kot, kot, kodak!”. Józef nie wiedział, co to może być, bo było ciemno, lecz wydaje się, że gdyby było jasno, to okazałoby się zapewne, że to kury.

Potem spadał dalej. Po roku pomyślał sobie, że dość już tego i stanął. O cudzie! Jego wierny rumak był tam i patrzył na niego swymi prostodusznymi oczami. Należy powiedzieć, że mrok zniknął i widać było wyraźnie, a jeżówce jak okiem sięgnąć nie zajmowały się swoimi sprawami.

Rycerz stwierdził wówczas, że znajduje się w ogrodach miejskich, w mieście Króla Błękitnych Księżyców, za morzami i górami, w kraju gdzie nikt nie umiera przed osiągnięciem osiemnastego roku życia.

Ponieważ dłużej niż zwykle przeglądał się w fontannie, dostrzegł na wprost swej twarzy, lśniący na fali, zachwycający obraz. Najmłodsza córka króla właśnie umyła sobie ręce po zjedzeniu homara; woniejące to danie. Zdegustowany Józef poszedł przeglądać się gdzie indziej, co nie przeszkodziło księżniczce zaprosić go na wieczór, na kolację. Najpierw nie śmiał się zgodzić (nadal był całkiem goły), lecz ona szybko poprawiła mu humor także się rozbierając i pozwalając mu na smyranie jej po pępku.

[w:] Boris Vian, Pociąg do opowiastek. Opowiadania, przełożył Marek Puszczewicz, Wydawnictwo Krąg, Warszawa 1991.