Pot cuchnął na mnie bimbrem tak mocno, że miałem wstręt do własnego ciała. Ale najgorsze były dzikie ataki szału z powodu braku alkoholu. Nikt nie pojmie nałogowca. Nikt nie wie, jak straszliwą męczarnią jest brak alkoholu dla alkoholika. To jedno usprawiedliwia moje ataki. Jednak, gdy po którymś obudziłem się związany, zobaczyłem zdemolowane mieszkanie, zbitego psa, porozbijane terraria i przerażoną babcię, włosy stanęły mi dęba. Jak wyrwać się z tego piekła? I tu pomógł mi Jacek i reszta hipisów. Przede wszystkim pilnowali mnie, abym pił jak najmniej, a w momencie nasilenia głodów podawali morfinę i dyktę. Wyganianie diabła szatanem? Owszem. Ale gotów byłem nawet popaść w narkomanię, byle nie pozostać alkoholikiem.

(…)

A dzielnicowy byczy chłop jak na dzielnicowego. Nieraz miałem ochotę z nim pogadać przy wódce. Szkoda, że milicjant. Przy okazji próbował się ode mnie dowiedzieć o hipisach. Trudno było z nim pogadać. Miał wkutą w łeb świadomość, że hipisi nie myją się, żrą narkotyki i uprawiają wolny seks. To ostatnie było dlań najciekawsze. ? Ty masz jakąś dziewuchę? ? pyta. ? Mam. ? A jak się nazywa? ? Majka Dolorgan. ? Też jakaś hipiska? ? Można i tak powiedzieć. ? Często się widujecie? ? Dość. ? A jak ze sobą jesteście to co? ? To ja jadę pompą w kanał. ? Dzielnicowy pokiwał głową. ? Tak, tak! Lepiej dla ciebie, żebyś ty więcej pompą w kanał leciał, niż żebyś się z tymi hipisami zadawał! ? Od tego czasu twierdziłem twardo, że ćpam z polecenia Milicji Obywatelskiej.

(…)

Stale męczeni pytaniami wrocławscy hipisi zażartowali sobie z jakiejś redaktorki, że sypia proszek ?Ixi? na gorącą patelnię i wdychają opary. Wielki był ubaw, gdy rzeczywiście ukazał się w jakiejś gazecie artykuł, że hipisi narkotyzują się oparami z ?Ixi?. Jeszcze lepszy ubaw był za parę di, kiedy w tej samej gazecie następny artykuł stwierdził, że badania lekarzy i chemików stwierdziły ponad wszelką wątpliwość, że proszek ?Ixi? nie ma właściwości narkotycznych, a jednak hipisi się nim narkotyzują.

(…)

Zobaczyliśmy jej żółte, brudne stopy sterczące spod koca. Gdy odrzuciliśmy koc okazało się, że jest już zimna i zaczyna sztywnieć. Kto jej podał? Wiem tyle, że nie ja, bo nie umiem. Zostawiliśmy ciało i rozjechaliśmy się w różne strony. My z Jackiem pociągnęliśmy w Bieszczady.


[w:] Wojciech (Tarzan) Michalewski, Mistycy i narkomani, Ethos, 1992.