Koniec lutego u Karpowicza oznacza zdecydowanie więcej niż 28 ciosów na minutę. 28 lutego zaczynamy serię z najwybitniejszymi szwarccharakterami kina najwyższej próby. (Zazwyczaj poniżej klasy B). Mordobicie, nawalanki, pęknięte nozdrza. Trzask kończyn. Miliony tubek keczupu. Rozbryzg jak u Jacksona Pollocka. Co to dużo mówić, Żanklody wbiją cię w ścianę, że nie będzie wiele do uprzątnięcia.

Na pierwszy rzut – cykl z Van Dammem. W tym odcinku – Van Damme versus Tong Po.

BRYK

Przeciwnik Żankloda został odpowiednio wyskalowany. Tong Po to chłopak z żelbetu, który jednym kiwnięciem swego warkocza mógłby założyć masową produkcję tsunami. W dzieciństwie rozciągany za pomocą czterech klaczy. Obecnie twardszy niż stal Kruppa. Nieznający wielu słów na „l”, w tym „litości” i ‚lewy prosty” – zamiast tego preferuje brzydkie zabawy z pochodniami. Najbardziej znienawidzony wróg generacji peace, love & understanding. W owiniętej pięści skrywa krogulec, którym w pewnym momencie dziabie Żankloda. (Pięknie wykadrowana scena utraty krwi, która robi „kap”). Żanklod jest nie w ciemię bity, lecz w wiele innych miejsc na swoim ciele, owszem. Czy mimo to uda mu się wyjść z opresji? Czy może pozwoli na bezpardonowe dmuchanie mu w kaszkę?

Emil Milewski