www.metmuseum.org

 


berek

szybki nurt z warstwą pyłu na powierzchni
kąpielisko wyjęte z dostępu
wyrwane z pamięci jak zepsuty ząb –
to tutaj zgubiłem rytm
zwinąłem słuch

z twarzą zwróconą do łuny
rozpiętej latem w horyzoncie –
zanurzam się

i wir zrywa widzenie sprzed oczu
zaciąga zarośla ciężkie od robactwa
słońce oszołomione! niebo!

i zwraca mnie długo

 
Dawid

wstrętny pagórku! po południu
gdybyś nie stanął na drodze!

to prawie zbrojone szkło
sploty łupane dla niewielkich
całkiem surowych nadgarstków

gdyby to teraz skreślić
podnieść obszar ziemi i wycisnąć
wprost do niecierpliwej garstki –

coś ucichnie i zrobi miejsce

 
rój

pies śni
głaszczę paczkę czipsów
zwierzęta w cieniu dyszą
znalazłem rój w jeżynach
mijając groźne drzewa
dokąd wiedzie ta ścieżka
w zgiełku i drobnych listkach?

 

 

trap

potrzebny ambulans! nawołują:
zasrane zaułki cuchnące wnęki
potrzebny promień i pomiar
żeby wzniecić zamiar

halo! ambulans!
wznosi się trap
napręża sznur
gaśnie trop i mur

 

 

patrol

leśny patrol przeczesuje szlaki
trwa obchód na długo przed nawałnicą
peryskop w strumieniu pozostaje niewzruszony –
nic go tam nasza podróż
nasza wędrówka po nic

 

Marcin Pierzchliński