Sklepy całodobowe

Nie zna się na pieniądzach. Zawsze ma za dużo
albo zbyt mało monet, lecz to nieistotne,
ponieważ liczy się wyprawa: cztery schodki
i wzdłuż grządek do furtki, ominąć kałużę,

akacje i garaże, przejść obok śmietnika
do tunelu, razem jakieś pięćdziesiąt metrów.
Ogon szczura czy nowy napis w ciemnym przejściu
albo wiosna: za siatką nagły dżez słowika,

paniczna ucieczka wróbli. W sklepie już gotowe:
ćwiartka chleba, kostka masła, natka pietruszki,
kilka nagłówków gazet, kronika z podwórka,
kolorowe torebki. I droga z powrotem:

to samo, uważnie. Czas wciąż jeszcze krok z tyłu,
zbyt wiele go rozprasza: kręcące się mrówki,
złotko po batoniku, litery napisu
czytane od tej strony mają inne skutki.

 

 

 
Napis

Co mogę jeszcze dla ciebie o tym napisać?
Że wykonuję czynności bardzo starannie,
zacieram ślady po nas, ciekawe czy zgadniesz,
co znaczyło milczenie, zostawione dzisiaj

w słuchawce na całą wieczność? Twój funkcjonariusz
zdejmie odciski po nas z każdego przedmiotu,
ze szklanek, klamek, kluczy, lecz co to za dowód
uzyskany z napastowania ciał martwych,

leżących na podłodze? Nigdy się nie dowiesz,
jak to naprawdę czytać. Za każdą literą
jest głęboki cień, miejsce, gdzie koczuje nieraz
tłumek uciekinierów wciąż w połowie drogi.

To w szczegółach ukryłem pozostałe sprawy:
śrubka do pewnej maszyny, o której nikt nie wie,
została w szufladzie. Porucznik Anielewicz
na próżno wciąż układa ciała w jakiś napis.

 

 

 

 

Czas letni

Pamiętasz tamte dzikie dni w akademiku,
kiedy ulotnił się czas? Z łóżka nas wygonił
dopiero wielki głód, rezultat maratonu
stu miłosnych figur, gdy przestaliśmy liczyć

godziny, dni i noce. Na jedynym czynnym
palniku wspólnej kuchni grzaliśmy makaron
i z ciemności za oknem wróżyć się nie dało,
czy to jest jeszcze środa czy też jakiś inny

czwartek. Gdzieś po drodze zmieniono czas na letni,
i nasza mała wieczność zgubiła się w kinie
na ostatnim seansie. W Alejach spaliny
i nagle zapach wiosny: forsycja i dereń,

i więcej, twoje włosy? Nie wiem czy to stało
się z użycia miłości, wyczerpania ciała,
czy też za sprawą sztuczek owej małej śmierci,
w której czas, operator stał się parametrem.

 

 

Tomasz Różycki

[Wiersze ukażą się jesienią w tomie „Litery”, wyd. a5].