ffffound.com

Zbliżały się święta bożego narodzenia, a jak się zbliżały to ludzie zaczynali szybciej chodzić po ulicach. Znałam jednego gościa, który szykował się specjalnie na tę okazję, kupował rajstopy w sklepie dla kobiet i chodził potem po centrum miasta z fiutem na wierzchu. Zakładał rajstopy, wiązał wysokie buty, ubierał czarną kurtkę i wychodził do miasta. Kiedy szedł środkiem deptaka, machał sobie torebką i przeglądał się w sklepowych wystawach. Od czasu do czasu poprawiał włosy. Sięgał też ręką po fiuta i merdał nim przed nosem dziewczyn. One go mijały i zatrzymywały się kilka kroków parami. Przystawały, kręciły bardzo wolno głową. Niektóre coś mówiły, ale szeptem. A facet szedł naprzód i skręcał w jedną z bocznych uliczek miasta. Jego pośladki na zimnym powietrzu robiły się blade jak u trupa, a powinny moim zdaniem być czerwone. Mój brat zorganizował boże narodzenie u siebie. Trochę to do niego niepodobne, bo jest świadkiem Jehowy i kimś w rodzaju biskupa w swoim kościele. Sądziłam więc, że w tym roku ominą nas wspólne święta. Kupił niedawno dom, który sąsiaduje z małym bistro. Po kilku tygodniach dogadał się z właścicielem i je odkupił. W przedpokoju wybił okno, wstawił fenickie lustro i sprawdzał, co robią jego klienci jak nikt na nich nie patrzy. Kiedy witali mnie w przedpokoju, patrzyliśmy na ludzi siedzących obok, jedzących makaron. Tym razem stołował terrorystów, którzy jedli makaron rękoma i obwiązali sobie głowy chustami kupionymi gdzieś na rogu za 1 euro. Mój brat powiedział, że szuka ich policja, ale w taki dzień jak ten każdy człowiek potrzebuje schronienia. Po jego przedpokoju kręcił się wielki, jędrny pies. Jego kręgosłup miał ciemniejszy kolor i wystawał z sierści. Widziałam takie psy na ringu, kiedy wczepiają się w siebie i są nie do odróżnienia w walce. Ten był jednak spokojny. Przechadzał się między naszymi płaszczami, podawanymi sobie z rąk do rąk. Mówi ludzkim głosem. Jak chcesz, pogadaj sobie z nim. Spojrzałam na psa jak na kogoś uprzywilejowanego, starszego, kogoś, kto jest znacznie lepiej wykształcony. Głupio mi było jednak zaczepić go tak przy ludziach. Wolałam zostać z nim sam na sam. Na ziemi leżał odtwarzacz zrobiony z papieru. Jakaś gazeta, chyba „Dziennik”, dodawała go jako świąteczny gratis do ostatniego wydania. Widziałam w mieście reklamy. W papierowym, gazetowym odtwarzaczu kręciła się metalowa płyta i wśród nawoływań rodziny usłyszałam, jak ktoś w środku śpiewa słabym i cienkim głosem; noc truchleje.

Agnieszka Kłos