wilki pod drzwiami
————————-


w tym mieście zgubisz się jak w lesie

domy wysokie jak drzewa nawet
nie da się sobie wyobrazić że
ktoś może mieć do nich klucze –

w tym mieście się zgubisz
w tej ulicy
w tym mieszkaniu jak
w polu kukurydzy
jak wśród skał
jak na porębie

możesz sobie przysiąść na pieńku i rozglądać się wokół siebie
możesz się zamknąć w szafie
spokojnie
możesz się walnąć na środku pokoju
i tak
się nie schowasz –

wieczorem przyjdzie mrok
przyjdzie noc i księżyc i gwiazdy
fajerwerki będą błyskać
obwąchiwać sufit
będą
chciały cię dotknąć –

z flaszką w ręce to nie jest ty vs oni
raczej
będę sobie w koncie obalać flaszkę
może
mnie nie znajdą

w tym mieście zgubisz się jak w lesie

domy wysokie jak drzewa nawet
nie da się sobie wyobrazić że
ktoś może mieć do nich klucze

wilki pod drzwiami
nie przyszły ci życzyć dobrej nocy

przyszły cię okłamać
wypić ci piwo
pożreć cię
mają samochody
mają czarne buty
mają krawaty
mają mundury

są wszędzie
nie ma dokąd uciec
w tym mieście

w tym mieście się zgubisz
w tej ulicy
w tym mieszkaniu jak
w polu kukurydzy
jak wśród skał
jak na porębie

możesz sobie przysiąść na pieńku i rozglądać się wokół siebie
możesz się zamknąć w szafie
spokojnie
możesz się walnąć na środku pokoju
i tak

cię znajdą


rak
—–

wszystkie te piękne
nowe domy
ambitna
architektura współczesna
to nic jak tylko strupy na skórze chorego ciała

tego
się nie wyleczy
z tym
już nic się nie da zrobić –

wcześniej chyba
za każdymi drzwiami było miejsce
dokąd iść
dokąd uciec
albo chociaż się schować ale

coś się zmieniło
coś
gnije i śmierdzi

zmęczeni ludzie
rozdeptują gówna na ulicach tego miasta

to miasto
trzymają w kupie długi
to miasto
trzymają w kupie antydepresanty

krawaty jak stryczki
samochody jak trumny
tramwaje jak komory gazowe
przeszklone biurowce jak

odkryte masowe groby – –

ludzie na ulicach otwierają i zamykają usta
jakby mówili ale
nie mówią nic

przejedzeni i puści
puści i przejedzeni
mijają się

ani jeden z nich tego nie osiągnął
——————————————



siedzieli na osiedlu
chlali piwo
palili
?
?
?
– może
– tak jest właściwie

– raz na dwa lata urlop nad morzem
– stały dochód
– dzieci
– rozwój zawodowy
– życie oprawione w hipotekę

ściemniło się

w szklanych domach gdzieś w mieście
ważni ludzie zapalali i gasili światła
planowali
?
?
?
– potrafisz
– sobie to w ogóle wyobrazić?
– życie do osiemdziesiątki szóstki
– powolne zapominanie i gnicie potrafisz

– sobie to wyobrazić?

Przełożyła Zofia Bałdyga

Wybór wierszy z tomu Rakovina (Rak), Praga 2010.

Jan Těsnohlídek mł. (ur. 11.4.1987) pochodzi z Krucemburka, miasteczka pod Žďárem nad Sázavou. Jest laureatem nagrody J. Ortena (2010). Ukończył liceum K.V. Raisa v Hlinsku. Wielokrotnie zmieniał zawody ? pracował w księgarni, w kawiarniach, na budowach, w galeriach, w fast foodach, w biurze notarialnym i w kancelarii adwokackiej. Po przeprowadzce do Pragi przez chwilę studiował informację naukową i bibliotekoznawstwo na Uniwersytecie Karola. Laureat wielu konkursów literackich. Jeden z jego wierszy został opublikowany w antologii Nejlepší české básně 2009 (Najlepsze czeskie wiersze 2009). Za swój debiutancki tomik Násilí bez předsudků (Przemoc bez uprzedzeń, 2009) otrzymał nagrodę J. Ortena.

Jego wiersze zostały przetłumaczone na angielski, niemiecki, włoski, polski i słoweński. Były publikowane w czeskich i zagranicznych pismach i antologiach. W 2010 roku był na miesięcznym stypendium twórczym w Jyväskylä w Finlandii. W latach 2008-2011 pełnił funkcję zastępcy redaktora naczelnego pisma literackiego  ?Psí víno?, od 2011 roku jest jurorem w konkursie dla młodych autorów Ortenova Kutná Hora. W 2011 roku wydał w założonym przez siebie wydawnictwie JT?s drugi tomik zatytułowany  Rakovina (Rak). Mieszka w Pradze.