ffffound.com

ffffound.com

Gdyby ktoś mnie zapytał, co jest w tej kolorowej książce, powiedziałabym, że trochę niegłupich przypuszczeń co do tego, czym życie może być – i sporo pięknej waty. Naprawdę pięknej. Stanowiąc niezwykłe połączenie autorki tej książki i jednej z osiemnastu osób, które tę książkę przeczytały, po pięciu latach od jej wyjścia mogę powiedzieć, że fajnie wyszła i wbrew obiegowej opinii panującej wśród pozostałych siedemnastu osób nie stanowi zbioru szarad. Tym bardziej, że doskonale pamiętam siebie jako autorkę, która nie radziła sobie z pytaniem ?ale o co ci właściwie chodziło w tym wierszu?. To klucz do prezentowanego wyboru. Poszukałam wierszy, co do których względnie zrozumiałego przekazu miałam uspokajające informacje zwrotne i tych drugich, w których nawet życzliwi odbiorcy widzieli tylko serię efektownych obrazów. Idzie je rozróżnić? Moim zdaniem nie idzie. Natomiast widzę, że idzie je czytać i idzie mieć coś z tego. Zapraszam.

Justyna Bargielska






Na odejście wszystkich zwierząt

Z amerykańskich filmów wiem, że policjanci
jedzą pączki i noszą nauszniki. Ale co mnie
ciekawi naprawdę, to: czy nad arką leciały
sępy? czy mnie jeszcze kochasz? czy w kościele
jest jak we wnętrzu landrynki? Przychodzi do mnie
stara kobieta. Siedzi w palcie, uczy kota mówić
„mamo”. Kiedy będzie naprawdę źle, która ulica
rzuci mi wesołe okruszki? A gdy tama pęknie,
zginie milion Chińczyków. Wszyscy Chińczycy
wyglądają tak samo, więc wszystkim mówię
dzień dobry. Popatrz na ocean, gdy patrzy na ciebie.


Kobieta wstaje i wychodzi

Wolves have an eloquent
bloody language, powiedział narrator. Leć,
krewko, leć, wyleć cała: odkryli nową
planetę i wysłali sondę, niech kroi kamienie
i liczy im słoje na przekroju. Płakałam,
żeby przestali, to mogą być czyjeś dzieci,
te kamienie, ale nie przestali, więc zaczęłam
krwawić. Wyleć cała.

Że po lekarstwach mogę się
źle poczuć, że podróżując wielorybem
albo zbyt długim pociągiem nie wiesz,
kiedy zakręca, że nie żyją już
ze sobą ci, co ze sobą żyli — all right.
Ale dzielić czas między przebrzmiałe
szlagiery a próby dodzwonienia się
— czyje są te duże kości pod drżącą
darnią — to już jest czysta selenografia.


Legendy i ich mapy

Mama ma piękny wazon, a może to jest
urna. Opowiadam, jak śnię twoje podróże,
a potem nachylam się i tnę blachę, i mama
mówi: wazon. Opowiadam, jak zasypiam
i twoje podróże przepływają przeze mnie
jak nieznane geografom prądy przez zatopiony
statek i mama mówi: urna.

Chciałabym dzielić z tobą każdy foton,
ale na mamy pergaminach tam, gdzie twój
smutek zamienia się w czułość, jest zawsze
hol hotelowy, dzień pierwszy, siódma rano,
punktów dwanaście z tysiąca.

Wszerz, w głąb

Australijczycy mają swoje
mroczne życie. Gdy idziemy do łóżka
oni po swojej stronie opowiadają
historię za historią, żeby każde z nas
miało się w czym odnaleźć.

Ryby dostają wskazówki ze środka ziemi
gdzie mają płynąć i po co. W czułym uchu
zatoki całe rodziny, całe wioski
wpadają wtedy w obłęd, a na wyspie
zostaje tylko świnka, diabeł
i robaczek, który mieszka w soli.


Warto dodać, że książka jest wciąż do kupienia na www.kserokopia.art.pl