białko


alicja od dawna lubi mięso
teraz jada je codziennie
właśnie urodziła kaja
i chwilowo nie ma żadnych zahamowań
na wszelki wypadek odurza go ziołami
zapach jest wszędzie

letnia łąka skrzy się odpadkami
szkiełka połamane blaszki
istny odpust
na drzewach szeleszczą folie z recyclingu
ptaki czekają na resztki chipsów
pierwsze spacery kształtują płuca

mimo zaledwie kilku tygodni
kaj wie swoje nawet jeśli to instynkt
alicja jeszcze go nie rozumie
co rano usiłuje przetrwać swoją ułomność


obiad

w marcowym parku po siedemnastej
same psy i żadnych niemowląt
z wyjątkiem kaja
brzydkie przedwiośnie
starsze dzieciaki bandami nie boją się psów
warczą na widok patrolowego wozu
być może najlepszą stroną tego miejsca
jest ?jedzenie zamiast bomb? myśli alicja
mokro i zimno
kaj spod wpół przymkniętych powiek
skanuje kolejkę do kotła


długie cienie

krajobraz jak ciepłe masło
alicja przebiera w pustych ulicach jak w ulęgałkach
w sierpniu sama myśl o gruszkach
powoduje ból brzucha
sjesta

z każdym dniem kaj ma coraz bardziej uśmiechnięte sny
za to jego jedyną obroną przed nieznanym jest płacz
nic nowego
już dwa miesiące uczy się odgłosów pociągu
silników i syren

na tym świecie najgłośniejsze jest miasto
powiedziałby gdyby umiał
zagłuszy każde życie

brniemy w sam środek
codzienny zestaw remontów ulicznych kończy się tam
gdzie zaczyna rewolucja

duże oczy nie są objawem strachu

alicja bawi się kolorami
nie narzeka na braki
lato się spełnia
mogłaby ubrać się w moskitierę
i to byłaby pełnia szczęścia
niestety braki musi zakrywać firanką

skoro jest lato
trzeba słowa napełniać helem
przynajmniej kaj będzie miał się czym bawić
albo zadzierać głowę do nieba
wszystko na swoim miejscu
litry piwa
na południu skutki powodzi


schody

brzoskwinia nie ma alicji na wyłączność
już teraz kopie ile się da
jakby wiedziała że trzeba walczyć
słyszy więcej niż kaj w jej wieku płodowym
i więcej musi znosić
alicja nie ma kiedy opowiedzieć ich bajki w całości
najchętniej wsłuchuje się w brzoskwinię nocą
mówi jej że czas po drugiej stronie lustra
liczy się schodami


Justyna Paluch – u.1975, ukończyła bibliotekoznawstwo na Uniwersytecie Wrocławskim. Pracuje w III LO we Wrocławiu jako bibliotekarz-nauczyciel. Prowadzi tam również Grupę Poetycką HURTOWNIA. Drukowała między innymi w ?Odrze?, ?Pograniczach?, „Prowincji”, „Latarni Morskiej”, jest laureatką konkursów poetyckich. Wydała tomik „Intro”.