untitledarchive.com

untitledarchive.com

Erich Fromm twierdził, że ograniczenie roli instynktu w zachowaniach człowieka doprowadziło do powstania Boga, jak również zapoczątkowało panowanie ludzi na Ziemi. Piotr Makowski w Soundtracku dowodzi jednak, iż na każdym kroku instynkt komplikuje nam życie i zmusza do podejmowania z nim walki. Oczywiście, takie zmagania nie są w poezji nowością, ale Makowski tym się nie zraża i próbuje znaleźć swoją niszę. W tym celu porzucił pisanie wierszy i zaczął uprawiać ?kryptopoezję? w prozie (warto przypomnieć, że jest autorem zbioru Niektórzy mają się lepiej z 2005 roku, który, pomimo dobrych recenzji m.in. Jakuba Winiarskiego, spotkał się także z ostrą krytyką ze strony Wojciecha Giedrysa).

Mamy więc do czynienia z propozycją może nie do końca oryginalną, jednak interesująco pomyślaną, ponieważ Soundtrack czyta się jak poemat pisany prozą (aczkolwiek w zbiorku możemy przeczytać kilka tekstów stricte poetyckich, które w zamierzeniu mają ściśle ?współpracować? z opowiadaniami). Albo, jak kto woli, tę książkę się s ł u c h a jak najbardziej rozbudowanych kawałków Pink Floyd. Tutaj wszystko jest na swoim miejscu, natomiast dzięki przypisom, pomysłowo odsyłającym do wierszy w szkicu stanowiącym zalążek fabuły, czytelnik po prostu płynie przez treść, rzadko osiadając na mieliźnie. Zresztą, podobny zabieg z przypisami zastosował niegdyś Tobiasz Melanowski w wierszu ?Voyage Voyage? z tomu Wycieczki krajoznawcze, tyle że tam przypisy odsyłały do fragmentów prozy.

Już pierwsze opowiadanie – o pracy podglądacza w wyimaginowanej firmie zajmującej się obserwowaniem ludzi jeżdżących tramwajami – zadziwia warsztatową sprawnością. Trudno szukać w nim zbędnych zdań i choć autor nie stroni od efekciarstwa (widocznego głównie w modnych wtrętach z angielszczyzny), to jednak apetycznie się je czyta. W dodatku jest dobrym wstępem do ?Soundtracku?, czyli kolejnej części, bo przy okazji warto nadmienić, że tomik składa się z czterech, właśnie, kawałków ? ?Trailer?, wspomniany ?Soundtrack?, ?Prequel? oraz ?Director?s Cut?.

Już na samym początku nadarza się okazja do polubienia głównego bohatera. A jest nim niejaki Andrzej, pozorny cwaniak i twardziel, niestroniący od kieliszka, pięknych kobiet, stereotypowy do bólu. W rzeczywistości to jednak znerwicowany młody mężczyzna, przepełniony lękami (skądinąd, świetnie ukazanymi w opowiadaniu o trudach wyrzucania śmieci do kontenera), który, bojąc się alienacji, zmuszony jest wieść nieautentyczną egzystencję. Zupełnie jakby facet przesadził z Heideggerem. Na przykład?

Spójrzmy na jego dylematy w tramwaju (?ustąpiłbym miejs­ca, poszedłbym z nią na randkę, do kina albo teatru, albo do pubu i postawiłbym jej drinka. Potem poszlibyśmy do łóżka i robili forced ass fucking, straight fucking, deep throat, rimjob, handjob, feetjob i anal fisting. Skończyłbym cumshotem, a za drugim razem doprowadziłbym ją do ciąży?). Albo w mieszkaniu (?jeszcze nie wiem jakbym ciebie/ wykorzystał./ tylko bym spróbował./ dotknął i jeszcze raz wygonił za drzwi.?). Lub jeszcze inne, w mieście (?Podciągnij trochę spodnie bo kusi?) lub w knajpie (?nie odbiorę telefonu. teraz piję wódkę/ z kolegami [?] to jest/ ważniejsze, tak? ). Ten twardziel ma miękkie podbrzusze.

Charakterystyczną cechą książki jest dość jasno określone miejsce akcji. To zaleta, bo w tomikach poetyckich coraz częściej mamy do czynienia z utworami-pocztówkami z wakacji, nie pozwalającymi utożsamić się z zarysowanym światem. U Makowskiego na główne miejsce wysuwa się zaś wspomniana knajpa, przez którą przewija się cała plejada gwiazd popkultury. Lubią przesiadywać w niej Nelly Furtado z Maxem Payne?m, śpiewać Kylie Minoque i podczytywać Henry’ego Millera. Nic więc dziwnego, że w takim towarzystwie i przy takiej różnorodności przekazów brakuje czasu na prawdziwą rozmowę o tzw. życiu. A jeśli nawet się pojawia (jak w wierszu ?Spotkanie?), to sprowadza do kilku, mimochodem rzuconych, wysilonych zdań (?trzeba mieć papier żeby gdziekolwiek dalej uderzać [?] bez papieru nie można się nawet wysrać?). Stąd bierze się prawdopodobnie to całe poczucie samotności bohatera, którą lepiej lub gorzej skrywa za aparycją cwaniaka o twardej skórze.

W trakcie lektury Soundtracku rzuca się w oczy nie tylko nietuzinkowa kompozycja, ale i podobieństwo Makowskiego do Darka Foksa. Obaj mają talent do opowiadania, wynoszenia na piedestał pozornie błahych historyjek, które, mimo wszystko, potrafią zaskoczyć błyskotliwą puentą. Z resztą nie bez powodu to Foks jest autorem blurba na okładce książki. Makowski jednak wciąż szuka i dokonuje nawet rozliczenia z samym sobą jako poetą (?Wiersze mnie nie interesują, wiersze piszą tylko/ pedały albo niewyrośnięte Emo [?] Nie, zdecydowanie zlewam wiersze?). Taki gest się liczy!

Pisanie okazuje się bronią przeciwko mass-mediom. Agresywne reklamy i wszechobecna pornografia sprawiają, iż nie można być pewnym nawet samego siebie. Jest się częścią epoki, w której ciężko żyć po swojemu ? zeszyt wygląda źle, kartka jeszcze gorzej, a najgorzej długopis. Lecz można to wykorzystać. I przy okazji popolemizować z Frommem.

Rafał Różewicz


Soundtrack Makowskiego oraz Twarde O Rafała Kwiatkowskiego, drugiego laureata Konkursu Karpowicza, opublikowane nakładem Fundacji im. Tymoteusza Karpowicza ? można nabyć w księgarni Tajne Komplety w Przejściu Garncarskim 2 na wrocławskim Rynku, a także jej witrynie online www.tajnekomplety.pl. oraz w każdej niegłupiej księgarni.