Nad ranem

Jednak dziwne, że najpierw uczymy się o skutkach.
Więzadła przyczyn są jakby w nogach innych niż się chodzi.
Dowiadujemy się, że wódz narobił smrodu z milionów ciał
i że stąd miał nierówno pod włosami.

A tutaj maszyna wiedzy staje.
A tutaj układ krążenia domysłów zasilany
nowym drobiazgiem życia i żyć,
w który im dalej, tym straszniej:
ziemia marzła sobie na kość? Nad ranem?



Płonące bumerangi

Rzeczy, którymi chciałbym się otaczać,
a które muszę od siebie odsuwać,
żeby robić miejsce innym rzeczom
w tramwajach, sklepach, pracy
– wracają same, po ciemku, oknami.
Tam od firanek zajmuje się reszta.



Dzień różny

Nie pamiętam, w którym momencie przestało mi zależeć,
czy ktoś to widział i czy tylko stęknąłem do środka.
Czy miałem dobrze zasznurowane buty i coś w lodówce,
czy słońce torpedowało włosy i czy dzwoniła siostra,
czy zasysałem wrogów w piekło główki od szpilki,
czy patrzyłem w chmury płynące jak starzy kumple,
czy klikałem do późna (tak), czy myślałem o sobie (nie),
czy chodziłem po osiedlu z notoryczną miłością,
czy gadałem bez przerwy i byłem wyłączony z gadania,
czy nastawiłem wodę i wszedłem pod prysznic,
czy spałem nad jpgiem maskotki śniąc o zmienianiu pracy,
czy byłem przed czy po pogrzebie dziadka,
czy gapiłem się na kapelusz w nogach,
czy śmiałem się z błędu w marmurowej tablicy,
czy wracałem z wujkiem i wujek stopił się z autem,
czy siedziałem w przedziale dla palących z niepalącymi,
czy oglądałem Bergmana a może mazgajów rocka,
czy to podczas sprzeczki bez zabezpieczeń z szefem,
czy raz w tłumie, kiedy spływ w głąb czachy,
czy mrówki łaziły po nodze czy samotna mucha,
czy siedziałem w saunie i słuchałem o nartach,
czy na koncercie w Gdyni, piciu w Krakowie,
czy to w dzień różny od zwykłych, coraz zwyklejszych dni,
ciągnących się jak porost wzdłuż wydm,
czy którejś nocy spędzonej w łóżku,
jakbym jechał rowerem na niezasiedloną planetę.



Zostawienie furtki

sobie czy za sobą





Tomasz Szewczyk